Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Czy rodzime jest lepsze? Współpraca z dostawcami

Andrzej Matys
Andrzej Matys
Wideo
emisja bez ograniczeń wiekowych
Redakcja „Kuriera Porannego” zorganizowała debatę na temat branży spożywczej. Wzięli w niej udział szefowie największych białostockich firm z tego sektora, czyli: prezes Grupy Chorten Krzysztof Pakuła, prezes Spółdzielni Obrotu Towarowego Przemysłu Mleczarskiego Andrzej Ramotowski oraz prezes Powszechnej Spółdzielni Spożywców „Społem” Janusz Kulesza. W tej części nasi paneliści dyskutowali o współpracy między lokalnymi formami i patriotyzmie gospodarczym.

O stanie branży spożywczej rozmawiamy z przedstawicielami największych firm na podlaskim rynku, które na co dzień współpracują z różnymi podmiotami, w tym z mniejszymi.

Jak mniejsze przedsiębiorstwa z branży zyskują na współpracy z firmami o tak dużym zasięgu jak wasze. Co zyskują na efekcie skali?

Andrzej Ramotowski, prezes Spółdzielni Obrotu Towarowego Przemysłu Mleczarskiego:
Mówi się, że Podlaskie mleczarstwem stoi. SOT jest dystrybutorem produktów mleczarskich i pracujemy na terenie całego kraju, współpracujemy i ze sklepami Grupy Chorten, i z PSS-em Białystok, i z innymi spółdzielniami Społem w kraju. Można powiedzieć, że wszystkim związanym z nami podmiotom dostarczamy bardzo szeroki asortyment mleczarski, który jest dostępny na terenie całego kraju. Pracujemy w tzw. handlu tradycyjnym, który musi się mierzyć z bardzo trudnym otoczeniem jakimi są sieci zagraniczne (hipermarkety, supermarkety czy dyskonty) obecne na naszym rynku. To jest ogromny potencjał, z którym nasz handel tradycyjny musi sobie radzić. Jako dystrybutor jesteśmy w stanie dziś kupić, zgromadzić, przygotować do wydania, dowieźć na miejsce i o czasie świeże artykuły, które wymagają chłodzenia. Dostawy te realizujemy na bardzom wysokim poziomie i jedna rzecz, z którą sobie nie radzimy to słabnący handel detaliczny w kraju. Konkurencja dzisiaj jest bardzo silna. Wydawało się, że nie ma już miejsca na kolejne sieci, jednak okazuje się, że tak. Pojawiają się nowi operatorzy czy znani uruchamiają nowe sklepy, więc trwa nieustanna walka czy kontrola poziomu cen. To jest priorytet, bo dzisiaj przetrwa nie ten duży, ale ten, który potrafi się dostosować. I my, jako dostawca zaopatrujący te sklepy musimy się w ich oczekiwania wpasować.

Panie prezesie 2,5 tys. sklepów, które lgną do waszej grupy to efekt dużej autonomii, skali i tego, że skupiacie polski kapitał?

Krzysztof Pakuła, prezes Grupy Chorten:
Każdy nasz partner ma ofertę wystawioną przez daną sieć, ale mnie się wydaje, że nasza jest jedną z najlepszych. Mamy też tradycyjne, polskie podejście do handlu. Wspominaliśmy o pandemii, a handel miał z nią do czynienia już wcześniej. Mamy silny napływ sieci zachodnich na Polskę i polski handel tradycyjny cały czas z tym walczy. A walka jest nierówna, np. w ostatniej dekadzie sieć Biedronka zwiększyła liczbę swoich sklepów o 800, zaś w tym samym czasie przestało działać 47 tys. sklepów tradycyjnych z FMCG (towarami szybkozbywalnymi – red.). To wygląda tak, jakby dziennie zamykano 10 sklepów. Dlatego aby przetrwać na tym rynku ludzie, sklepy jednoczą się, bo w pojedynkę się nie przetrwa. Trzeba być w jakiejś organizacji. Chorten jest grupą partnerską (nie używamy słowa sieć, bo czasami to się źle kojarzy), która wyrosła niejako ze sklepów. Nie stworzył jej jakiś operator czy zachodni dystrybutor. U nas wszyscy są na tym samym poziomie. Przede wszystkim zaś chcemy dostosować się do potrzeb konsumenta - ceną wygodnym zakupem.

A jak jest w przypadku Społem. Co spółdzielnia daje swoim producentom, jak może im pomóc w niełatwej sytuacji?

Janusz Kulesza, prezes PSS Społem w Białymstoku:
Przypomnę, że Społem Białystok to dwie duże piekarnie, ciastkarnia, zakład mięsny, zakład garmażeryjny, 8 barów Białostockiej Gastronomii, 4 hurtownie branżowe i sieć sklepów detalicznych. Uważam, że jako Społem Białystok realizujemy patriotyzm w najważniejszym obszarze, bo nie mówimy, że pójdziemy z szabelką na barykady i będziemy wojować. Jako Społem Białystok gwarantujemy, że przepływ pieniędzy od regionalnego rolnika- wytwórcy skończy się na stole konsumenta. Nie pozwalamy wypływać środkom finansowym poza nasz obszar. Gdyby wszyscy patrzyli w ten sposób, to w takich regionach jak Podlaskie żyłoby się dużo lepiej. Oczywiste jest, że ja, stosunkowo nieduży producent zapłacę rolnikowi lepszą cenę niż wielki koncern, który nie pozwala producentowi na nic.

Obejrzyj również:

Czy patriotyzm konsumencki oznaczający kupowanie tego, co polskie, tego co Podlaskie jest w stanie przetrwać?

Janusz Kulesza, prezes PSS Społem:
Często słyszymy, ze jako Polacy jesteśmy utożsamiani z dość nacjonalistycznymi poglądami i spojrzeniem na temat. Tymczasem na naszym rynku mamy w zasadzie wszystkie sieci handlowe dostępne w Europie. A np. w Niemczech w zasadzie są tylko niemieckie. We Francji Carrefour, Leclerc, trochę niemieckich, a polskich sieci brak. Czyli to my jesteśmy otwarci na wszystkich i my przyjęliśmy z dobrodziejstwem wszystko, co jest. Dlatego, trzeba to powiedzieć, rządzący powinni nam pomóc.

Krzysztof Pakuła, prezes Grupy Chorten:
Patriotą nie jest ten, co ma nalepkę z napisem „patriota”. Uważam, że o patriotyzmie gospodarczym decydują konsumenci. Po prostu decydują, gdzie kupują. Dlatego od 14-u lat mamy hasło „Kocham Polskę, kupuję w polskich sklepach”. Jeśli konsument będzie do takiej postawy przekonany to żadne przepisy tego nie zmienią, bo on będzie kupował w polskich sklepach. I inne nacje tak robią: kupują swoje.

Tu podaj tekst alternatywny

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Czy rodzime jest lepsze? Współpraca z dostawcami - Kurier Poranny

Wróć na bialystok.naszemiasto.pl Nasze Miasto