Zimny chów bydła na dworcu PKP w Białymstoku

MMBiałystok
MMBiałystok
poranny.pl
Ochrona dworca traktuje pasażerów jak osoby bezdomne.

Z nadejściem nowego, 2013 roku zmieniły się zwyczaje na polskich dworcach kolejowych. A przynajmniej – na białostockim, o czym przekonałem się w nocy z 3 na 4 stycznia. Co pewien czas muszę pojawiać się w jednym z warszawskich szpitali. Żeby być tam o rozsądnej, umożliwiającej pobranie materiału do badań godzinie, muszę wyjechać pociągiem o 4:30. Nie dysponując własnym środkiem transportu, przyjeżdżałem do Białegostoku późnym wieczorem, kupowałem bilet i czekałem na dworcu. Do tej pory nie było z tym problemu. Ochrona dworca sprawdzała bilety i jeśli ktoś je miał, a dotyczy to nie tylko takich osób, jak ja, ale i np. podróżnych, przyjeżdżających do Białegostoku ostatnim pociągiem ze Szczecina i czekających na połączenie w kierunku Warszawy (a więc także do Katowic, Wrocławia...) – spokojnie czekał. Dworzec zamykano na czas tzw. „przerwy technicznej" od 0:30 do 4:00, wypraszając tylko ludzi bez biletów, którzy używali dworca jako noclegowni.Jednak z dniem 1 stycznia pieczę nad dworcami przejęła spółka Polskie Dworce Kolejowe. Zdaniem pewnego pana z ochrony dworca oznacza to, że na czas owej przerwy technicznej wyprasza się z dworca wszystkich podróżnych – nawet tych, którzy mają ważne bilety. Powodem ma być 15-sty punkt Regulaminu Dworca: „Zabrania się przebywania na terenie dworca w celach noclegowych", czy jakoś tak. Co mają więc robić podróżni? Ano: albo do hotelu, albo, jeśli kogoś nie stać – won na peron. Wśród innych nieszczęśników czekał na ten sam pociąg jakiś młody człowiek, być może student. I ponieważ za cholerę nie mogliśmy z nim dojść, od kiedy to oczekiwanie na pociąg z ważnym biletem jest tym samym, co przebywanie na dworcu w celach noclegowych, wywiązała się długa dyskusja, w efekcie której pan ochroniarz w końcu zgodził się, że, ale to już naprawdę ostatni raz, pozwoli podróżnym zaczekać wewnątrz budynku.Przejrzałem dokładniej ów Regulamin i w paru miejscach znalazłem wzmiankę, że podróżnym zapewnia się także warunki do... bezpiecznego podróżowania. Jak ma się do tego wypędzanie ludzi na mróz? Nie wiem, być może pracownicy ochrony dworca są w stanie paradować w styczniową noc po peronie w samych slipkach, a najtwardsi to nawet i bez nich, ale niekoniecznie są do tego zdolni przeciętni podróżni. Jeśli już chce się ludzi wyganiać, to może wcześniej należałoby tam zainstalować choćby (działające!) koksowniki? I czy w ramach zapewniania bezpieczeństwa całodobowo działająca poczekalnia nie należy się podróżnym, jak psu buda? Zresztą, regulamin chyba nie ma tu wiele do rzeczy, bo z próbą wypędzania oczekujących w nocy podróżnych spotkałem się już jakieś 2 lata temu, a było to o tyle ciekawsze, że mróz wtedy panował 30-stopniowy (z 3 na 4 stycznia – „tylko" niespełna 5-cio).Poznałem już w życiu parę dworców, ale z takimi praktykami nie spotkałem się nigdzie indziej, nawet na dworcach znacznie mniejszych od białostockiego. Nie bardzo też widzę ich sensowność, bo w ciągu owej „przerwy technicznej" na dworcu nie działo się absolutnie nic, choć nazwa mogłaby sugerować, że praca różnych ekip w tym czasie aż furczy. Może chodzi o to, że automaty z kawą też muszą się zdrzemnąć, bo jest prawdą, że przez te 3,5 godziny chyba 3 osoby z nich skorzystały. Choć aby otrzymać kawę, trzeba najpierw wrzucić parę złotych, więc mogłoby się wydawać, że im więcej ludzi to robi – tym lepiej.Ale skoro już łaskawie pozwolono nam spędzić noc w środku – pan z ochrony czuł się w obowiązku przed 4:00 obudzić tych, którzy akurat na ławce przydrzemali. W przypadku wspomnianego młodzieńca (to akurat widziałem dokładnie, będąc 2 metry od niego) polegało to na lekkim może, ale jednak... kopnięciu w but. Może warto komuś przypomnieć, że termin „człowiek dobrze wychowany" oznacza coś innego niż fakt, dotychczas nie umarł? I czy rodzinę w domu pan ochroniarz też budzi podobnymi pieszczotami?Na paradoks zakrawa tu fakt, że mieszkańcy północno-wschodniej Polski mają w kraju opinię ludzi gościnnych i przyjaznych, przybysz z bardziej odległych rejonów naszego kraju po podobnym doświadczeniu mógłby się więc trochę zdziwić... A swoją drogą, w roku 1981, jako młody student, byłem wśród tych tysięcy ludzi różnych profesji i warstw społecznych, którzy w tamtym czasie strajkowali. Dzisiaj, patrząc na poczynania co niektórych, nie jestem pewien, czy – że zacytuję klasyka – „o take Polske". Złe to obyczaje, panowie ochroniarze, złe! A może to tylko władza uderzyła komuś do głowy?Bilet do Warszawy i z powrotem kosztował niemal 100 zł (i czy tylko ja mam dziwne wrażenie, że z wyjazdu na wyjazd jest coraz droższy?). Gdybym rzeczywiście chciał siedzieć na dworcu „w celach noclegowych", to chyba w hotelu byłoby taniej, a i nikt by się nade mną nie wytrząsał.Janusz Rokita 

Jan Błachowicz, konferencja mistrza UFC

Wideo

Materiał oryginalny: Zimny chów bydła na dworcu PKP w Białymstoku - Warszawa Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie