Wojciech Strzałkowski: Jaga będzie wielka

Rozmawiał: Wojciech Konończuk
l Kurier Poranny: Wszyscy podziwiali pana cierpliwość do tego, jak w Jadze są wydawane pieniądze na transfery, przygotowania. Czy po zmianie na stanowisku szkoleniowca będzie pan bardziej przyglądał się temu, co się ...

l Kurier Poranny: Wszyscy podziwiali pana cierpliwość do tego, jak w Jadze są wydawane pieniądze na transfery, przygotowania. Czy po zmianie na stanowisku szkoleniowca będzie pan bardziej przyglądał się temu, co się dzieje?

Wojciech STRZAŁKOWSKI (przewodniczący rady nadzorczej Jagiellonii Białystok SSA): Zdecydowanie tak. Co tydzień będziemy się spotykali w wąskim gronie: zarząd, dyrektor operacyjny, ja i trener i przyjrzymy się temu, co się robi i jak się robi. Nie chodzi o traktowanie się w kategoriach przełożony - podwładny, a o znalezienie najkorzystniejszych dla Jagiellonii rozwiązań.

l Czy w najczarniejszych snach przypuszczał Pan, że wiosną będzie dla Jagiellonii tak nieudana?
- Nie, nie i jeszcze raz nie. Niestety, w piłce nożnej nie wszystko wychodzi tak, jak by się tego oczekiwało. Podobnie jest przecież także w Lidze Mistrzów, która wszyscy oglądamy, czy w meczach reprezentacji.

l Czy jednak nie należało wcześniej doprowadzić do zmiany na ławce trenerskiej, bo Adam Nawałka od dawna nie dogadywał się z zawodnikami?
- Według mnie Adam Nawałka jest dobrym trenerem. Ma profesjonalny warsztat, kiedy przychodził do Jagiellonii, była ona na dnie tabeli. Ten człowiek ma charakter i nie powiem o nim złego słowa.

l W takim razie co się stało, bo piłkarzy Jagiellonia też nie ma złych?
- To był zbieg kilku okoliczności. Przede wszystkim bardzo duże oczekiwania. Wszyscy - kibice, prezesi, trenerzy, zawodnicy mówiliśmy: ekstraklasa będzie nasza. A tu przyszło kilka remisów i awans mocno się oddalił. Później zespół zaczął grać gorzej i zaczął przegrywać. Ale przecież nie zawsze można wygrywać. Pewnie, każdy by tego chciał, ale w sporcie tak nie ma. Czasami brakowało szczęście, a jest ono, podobnie jak w życiu, bardzo potrzebne. Słyszałem też opinie, że piłkarze są przetrenowani, że na meczach brakuje im sił. Chyba w tym coś jest.

l Czy nie jest pan zawiedziony postawą kibiców, którzy potraktowali piłkarzy bardzo ostro?
- Piłka nożna jest dla kibiców i to przecież nie ja, nie prezesi, nie dziennikarze, a właśnie fani są najważniejsi. Ale nie można tak kibicować, jak to było w meczu z Polonią Bytom. Z zespołem jest się na dobre i na złe, a nie tylko na dobre. Z Polonią nie było wcale źle, ale zabrakło szczęścia i zespół nie zasłużył na wyzwiska. Rozumiem, gdyby piłkarze przeszli koło meczu, a przecież tak nie było i nikt im tego nie może zarzucić. Byłbym szczęśliwy, gdyby podobne historie więcej się nie powtórzyły.

l Czy jeszcze można uratować rundę i walczyć o awans?
- Nie chciałbym zapeszać, bo byłem przekonany, że wygramy z Polonią i nie wygraliśmy. Z drugiej strony to tylko pięć punktów straty do premiowanych miejsc. Moja rola jest jednak w klubie inna. Mam zapewnić finansowanie, dopiąć budżet i wiem, jak to zrobić. Jeśli drużyna nie awansuje, to trudno, w przyszłym sezonie znów zagra w II lidze i wejdziemy za rok. Jeśli ci piłkarze nie potrafią się podnieść, to damy więcej szans juniorom, czego przecież chcieli kibice. Czy można uratować rundę? Tak, można. Będziemy walczyć do końca.

l Tych szans nie było ostatnio zbyt wiele, a wychowankowie pozostawali w cieniu.
- Przy szkoleniu młodzieży chcemy bardziej wykorzystać wiedzę i umiejętności trenera Ryszarda Karalusa i innych wychowawców młodych zawodników. Niewykorzystanie tej wiedzy jest wielkim błędem, szczególnie, że trener chce się to wiedza dzielić, jest oddany sercem swojej pracy. Myślę też o innych byłych zawodnikach Jagiellonii, by również oni z nami współpracowali.

l Pozostaje jeszcze kwestia stadionu, a raczej jego braku. Jagiellonii zarzuca się, że nie chce remontować obiektu przy ulicy Słonecznej. Kto zatem ma to zrobić?
- W stadion, który nie jest nasz, zainwestowaliśmy już ponad dwa miliony złotych, w zamian za prawo rozgrywania na nim spotkań. Zmienia się jego właściciel, ale ja jestem spokojny. Wierzę, że miasto przejmie zobowiązania i nie żądam zwrotu pieniędzy. Świadczy o tym, że nie zamierzam wycofywać się z Jagiellonii i traktuje ją jako sprawę ważna i długoterminową.

l Zamknięte trybuny przynoszą straty klubowi, bo nie sprzedaje on biletów i kibiców, których mniej i w gorszych warunkach ogląda mecze. Kiedy to się zmieni?
- Zarząd Jagiellonii zlecił szczegółowe badania obciążeń statycznych, które mają pokazać, czy trybuny są bezpieczne, czy nie. Nie mam żalu do nadzoru budowlanego. To poważna sprawa i trzeba ją sprawdzić, bo nie można dopuścić do tragedii. Jeśli będzie potrzeba remontu, to skoro miasto przejmuje obiekt, to mam nadzieje, ze wyłoży pieniądze na ten cel. Uchwała o przeznaczeniu środków dotyczy tylko ekstraklasy, ale w II lidze też w Białymstoku potrzebny jest bezpieczny, nowoczesny obiekt., na którym można nie tylko rozgrywać mecze, ale i przeprowadzać imprezy masowe.

l W internecie często pojawia się pogłoska, że słaba gra drużyny i inne trudności sprawiły, że właściciel się obraził i wycofa się z finansowania Jagi, a klub upadnie? Jak Pan to skomentuje?
- Jagiellonia będzie istniała, a ja zapewnię jej finansowanie. Słyszałem, że krążą brednie, że "Strzała" się obraził, że odejdzie. Jak to się obraził? Nie jestem trzpiotem, co przyleci i odleci. Muszę iść do przodu. Wierzę, że uda się wybudować galerię i zapewnić klubowi budżet. Mogę nawet powiedzieć, jak to zrobimy. Zakładamy, że w ekstraklasie budżet powinien wynosić 12 milionów. Z innych źródeł - sponsorów, stacji telewizyjnych, spółka zyska pięć milionów, brakuje siedmiu. Wyliczyliśmy z przyszłym inwestorem branżowym, że tyle dadzą zyski z galerii. Wiem, że zarzuca się nam, po co nam taki inwestor. Ale taki być musi. Galeria handlowa to ogromna inwestycja, trzeba wiedzieć jak ją wykonać i jak nią później administrować. Na pewno jednak na pierwszym miejscu w tym przedsięwzięciu będzie Jagiellonia. Zagrożeniem dla klubu będzie blokowanie pomysłu, dla którego przecież nie ma alternatywy. Jeśli nie zapewnimy źródła finansowania, to moje pieniądze przecież kiedyś się skończą. Wierze jednak, że zbudujemy galerię i wielką Jagiellonię.

l Dziękuję za rozmowę.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie