To nie napad, to policja

(dab)
Wróciłem do domu koło 18 - opowiada Jacek W. (nazwisko do wiadomości redakcji). - Z moją dziewczyną gotowaliśmy obiad. Powiedziała: "chyba ktoś puka". Podszedłem do drzwi i słyszę: "Jacek otwórz, bo wywalimy drzwi".

Wróciłem do domu koło 18 - opowiada Jacek W. (nazwisko do wiadomości redakcji). - Z moją dziewczyną gotowaliśmy obiad. Powiedziała: "chyba ktoś puka". Podszedłem do drzwi i słyszę: "Jacek otwórz, bo wywalimy drzwi". Przestraszyłem się, że to bandyci jacyś, nie mówili , że są policjantami. Potem runęły drzwi. Wpadło czterech ludzi po cywilnemu, rzucili mnie na podłogę, wyzywali, zakuli w kajdanki. Połamali łóżko. Chciałem, żeby się wylegitymowali. Jeden pokazał mi wtedy plakietkę. Mam zapisane jego nazwisko. Dowiedziałem się, że jestem podejrzewany o jakiś napad z niebezpiecznym narzędziem i kradzież telefonu. Telefonu nie szukali. Mówili, że pewnie "poszedł już na prochy".
W domu Jacka W. była wtedy babcia, 90-letnia kobieta i dziewczyna.
- Stała pod oknem i wołała: "Co robicie, ja wszystko widzę". Wtedy oni do niej: "Tutaj mieszkasz? Nie, to s.... ". Babci kazali wycofać się do swojego lokalu. - mówi Jacek W. - Nie dali mi się ubrać. W samej koszulce zaprowadzili do samochodu.


To nie on
Policjanci zawieźli mężczyznę na II komisariat. Kazali podpisać protokół zatrzymania. Nie podpisał. Zabrali mu sznurówki, pasek i wsadzili do celi. Czekał tam około godziny. Potem postawili go za lustrem weneckim, razem z trzema innymi mężczyznami. Poszkodowana nie rozpoznała go.
- Wtedy zaczęli do mnie mówić na pan - relacjonuje Jacek. - Pojawił się prokurator, który wyjaśnił, że wcześniej poszkodowana poznała mnie na zdjęciu. Wcześniej miałem sprawę za niezapłacenie rachunku, może dlatego mnie podejrzewali? Potem jakiś młodszy policjant przerosił mnie nawet i odwiózł do domu. Ala ja dziękuję za to ich "przepraszam". Niech chociaż naprawią mi drzwi. Nie wspomnę już o nerwach i strachu, jakiego napędzili moim bliskim.


Nie otwierał, to wyłamaliśmy drzwi
Zajście pamiętają sąsiedzi Jacka W. z bloku przy ulicy Bema w Białymstoku. Słyszeli hałasy. Jeden widział, jak czwórka mężczyzn wyłamuje drzwi. Wyszedł na klatkę.
Rzecznik miejskiej komendy, Dariusz Kędzior tak relacjonuje interwencję policji: - Pana W. podejrzewano o udział w rozboju ze strzykawką we wrześniu 2005 roku. Policjanci pojechali po niego. Nie otwierał drzwi, więc zostały wyłamane. Stawiał opór, zatem były powody, by użyć siły. Został zawieziony na II komisariat. Dalsze czynności nadzorowała Prokuratura Rejonowa - Północ.
- Trzeba było bezpośrednio okazać podejrzanego, bo wcześniej został rozpoznany ze zdjęcia - wyjaśnia z kolei Wojciech Zalesko, zastępca prokuratora rejonowego Białystok - Północ. - Jak wynika z dokumentów, zatrzymany zachowywał się - delikatnie mówiąc - niestosownie, więc policjanci użyli środków przymusu. Wynik okazania był jednak negatywny, dlatego zatrzymanego zwolniono do domu.

Kolno wolne od koronawirusa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie