Szok i śmierć w Operze

Jerzy Szerszunowicz
Marcin Nałęcz-Niesiołowski, dyrektor Opery i Filharmonii Podlaskiej należy do tych, co się znają, ale jest zdania, że nawet wyrobioną publiczność kompozycja Bogusława Schaeffera może wychłostać po uszach.

Marcin Nałęcz-Niesiołowski, dyrektor Opery i Filharmonii Podlaskiej należy do tych, co się znają, ale jest zdania, że nawet wyrobioną publiczność kompozycja Bogusława Schaeffera może wychłostać po uszach. - To może być szok dla osób przyzwyczajonych do klasycznego repertuaru - mówi.
Schaeffer jest nie tylko kompozytorem, ale też dramaturgiem. Po przygodzie z muzyką w pierwszej części wieczoru, "na drugie" podano monodram "Scenariusz dla nieistniejącego, lecz możliwego aktora instrumentalnego" w iście koncertowym wykonaniu Jana Peszka. Choć zawiera on końską dawkę wiedzy muzycznej, to tak podanej, że boki zrywać. Nieprofesjonaliści na widowni mogli głębiej odetchnąć i śmiać się do woli. Znawcy też.

Trudne jest piękne
- Moja muzyka to eksperyment, który - jak każde inne doświadczenie - może się udać, albo nie - mówi Bogusław Schaeffer. - To spore ryzyko, ale bez niego nie byłoby rozwoju w muzyce. Gdyby spełniać ciągle oczekiwania publiczności, popadlibyśmy w zastój.
Kompozytor uważa, że odbiór muzyki nowoczesnej, eksperymentalnej jest zawsze powierzchowny. Żeby ją ocenić i zrozumieć, trzeba byłoby wielu przesłuchać, a najlepiej byłoby zacząć od czytania partytury. - Kiedy pierwszy raz słucha pan nowej płyty jazzowej, to często wydaje się skomplikowana, trudna, nie daje pełnej satysfakcji - mówi Bogusław Schaeffer. - Jednak po miesiącu, po kilkunastu czy kilkudziesięciu przesłuchaniach muzyka zaczyna się panu coraz bardziej podobać. A przecież na płycie nie zmieniła się ani jedna nuta. Zmiana zaszła w słuchaczu.
Zdaniem Schaeffera muzyka musi być złożona i bogata, wielowarstwowa. Nie może być łatwa. - Ludzkie życie jest zbyt krótkie, by zajmować się rzeczami bezwartościowymi - mówi kompozytor. - Tymczasem cywilizacja, w której żyjemy, wszystko ściąga w dół, każe nam słuchać bzdetów. Gdy jadę taksówką, to proszę kierowcę, by wyłączył radio. Tłumaczę, że lekarz zabronił. Nie chcę tego słuchać.

Dramaty do śmiechu
O ile muzyka Bogusława Schaeffera jest dla wybranych, to jego dramaty cieszą się ogromną popularnością. Wyrosły na nich talenty braci Mikołaja i Andrzeja Grabowskich, także Jana Peszka, którego wczoraj mogliśmy podziwiać w Filharmonii Podlaskiej.
- W czasach, gdy zaczynałem pisać, wszystko było smutne - filmy, narady, zebrania, sztuki w teatrze - żartuje Bogusław Schaeffer. - Postanowiłem napisać coś ku uciesze ludzi.
Jednak zastrzega, że w jego sztukach sporo jest informacji z teorii muzyki, farsa nie przeszkadza intelektowi, komedia nie stroni od filozofii, a czasem udaje się nawet dojść do warstwy metafizycznej. - Tak musi być, bo bez pracy ducha nie można nazywać się obywatelem - jest się motłochem - mówi dramaturg i kompozytor. - Czułem się winny, że tak myślę. Rozgrzeszył mnie św. Tomasz - on, ojciec Kościoła, też używał określenia "motłoch".

Kobiety w MMA. Płeć nie taka słaba. WYWIAD

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie