Rzeźnicy czy lekarze?

Magdalena Kleban
Dwaj weterynarze i kierownik schroniska czują się niewinni. – W niektórych przypadkach te zwierzęta można było wyleczyć, ale nie w naszych warunkach.

Dwaj weterynarze i kierownik schroniska czują się niewinni.
– W niektórych przypadkach te zwierzęta można było wyleczyć, ale nie w naszych warunkach. U nas była alternatywa: trzymać je w męczarniach albo dokonać humanitarnej eutanazji – mówi Marian N., weterynarz. – Pewnie gdybym pozorował ich leczenie, to nie siedziałbym dzisiaj w sądzie. Eutanazja nie sprawiała mi przyjemności.

To kierownik winien

Niewinny czuje się także drugi weterynarz, Zbigniew S. Broni się, że nie może ponosić odpowiedzialności, bo pracę w schronisku zaczął dopiero w kwietniu 2001 roku. I – jak twierdzi – od początku walczył o poprawę warunków przetrzymywanych tam zwierząt.
– Jestem lekarzem, nie rzeźnikiem. A masowe odłowy zwierząt spowodowały, że było bardzo dużo zwierząt starych i chorych – wyjaśnia Zbigniew S. – Czuję się głęboko skrzywdzony tymi oskarżeniami.
Zeznał, że to kierownik schroniska zlecał masowe odłowy psów w Białymstoku i okolicach. Mimo, że nie było dla nich miejsca. I to kierownik zlecał usypianie.
– Ja zawsze starałem się leczyć te zwierzęta. Żadnego psa nie uśpiłem bez uzasadnienia – zapewnia weterynarz.
Z tym że sam kierownik, czyli Franciszek P., też twierdzi, że jest bez winny. Usypiał psy, bo nie miał gdzie ich trzymać. Schronisko, które przejął, w 1998 roku, było w tak fatalnym stanie.

Zwierzęta po macoszemu

Wczoraj oskarżeni próbowali przed białostockiem sądem odwoławczym udowodnić swoją niewinność. Po raz kolejny. Bo w lipcu ubiegłego roku sad rejonowy uznał, że są winni nieuzasadnionego uśmiercania psów, ale sprawę im warunkowo umorzył. Od tego orzeczenia odwołali się zarówno oskarżeni: Zbigniew S. i Franciszek P., jak i prokuratura.
– To orzeczenie było rażąco łagodne, a sąd całą sprawę potraktował „po macoszemu" – mówi prokurator Małgorzata Zińczuk. – Nie można kształtować wśród ludzi przeświadczenia, że za usypianie zwierząt – i to w takiej skali – nic człowiekowi nie grozi.
Dlatego prokuratura domagała się zwrócenia sprawy do ponownego rozpatrzenia. Gdyby jednak sąd utrzymał w mocy warunkowe umorzenie – wtedy prokurator żąda zasądzenia świadczeń pieniężnych od oskarżonych: 1,5 tys. zł od Franciszka P., 1 tys. zł od Mariana N. i 500 zł od Zbigniewa S. na rzecz Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

TOZ jako obrońca

Jako oskarżyciel posiłkowy w tym procesie występuje też przedstawicielka Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Wczoraj domagała się ona surowego ukarania Mariana N. i Franciszka P. Zmieniła jednak zdanie, co do Zbigniewa S. Uznała, że nie ponosi on winy za uśmiercanie zwierząt i poparła jego wniosek o uniewinnienie.
Wyrok w tej sprawie sąd ogłosi już jutro.

Zimna wiosna to droższe warzywa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie