Diaboliczny plan Kaczyńskiego

Zbigniew Nikitorowicz
„Diaboliczna" propozycja – jak to ujął Donald Tusk – przyśpieszonych wyborów, to kolejny kontrolowany kryzys, poprzez które Jarosław Kaczyński chce zarządzać sceną polityczną.

„Diaboliczna" propozycja – jak to ujął Donald Tusk – przyśpieszonych wyborów, to kolejny kontrolowany kryzys, poprzez które Jarosław Kaczyński chce zarządzać sceną polityczną. Z jednej strony to nic nowego. Lider PiS już kilka razy wywoływał takie przesilenia, które powodowały, że Roman Giertych i Andrzej Lepper kładli „ruki po szwam".
Straszenie wilkiem
O przyśpieszonych wyborach politycy partii rządzącej wspominali już tak często, że wszyscy przestali traktować poważnie te groźby. Było zatem jak w bajce o wilku, przed którym tak często ostrzegano, że nikt nie zareagował, kiedy po raz ostatni ktoś zawołał: uwaga wilk!
Tym razem wilk przyszedł naprawdę i to w skórze Jarosława Kaczyńskiego. Jednak nie chodziło już tylko o to, żeby Samoobrona, LPR czy PSL postępowały w sposób pożądany przez prezesa PiS. Roman Giertych i Andrzej Lepper są już wystarczająco wystraszeni.
Kiedy Jarosław Kaczyński mówił o majowych wyborach, to zwracał się głównie do społeczeństwa. Kolejne kryzysy wprawiają w stan napięcia opinię publiczną i dzielą społeczeństwo na dwa przeciwstawne obozy. Po jednej stronie są zwolennicy PiS, pod drugiej sympatycy PO. Na inne poglądy pozostaje coraz mniej miejsca. Jarosław Kaczyński mobilizuje swój elektorat i stara się go związać na stałe poprzez wywołanie silnych emocji. Odbywa się to między innymi przez wskazanie winnego. Partii, która jest odpowiedzialna za ciągłe awantury, która najpierw nie chciała „naprawiać" Polski, a później broniła różnych podejrzanych środowisk adwokatów, bankowców i samego Leszka Balcerowicza.
Jarosław Kaczyński zapewne zdawał sobie sprawę, że propozycja majowych wyborów nie znajdzie wystarczającego poparcia. Platforma już wcześniej określiła swoje stanowisko w tej sprawie. Donaldowi Tuskowi bardziej się opłaca, żeby PiS zużył się w rządzeniu i skompromitował kłótniami z Lepperem i Giertychem.
Kaczyńskiemu chodziło właśnie o to, żeby Donald Tusk zachował się zgodnie z oczekiwaniami. Żeby nie zgodził się na wybory w maju. Dzięki temu, lider PiS przypina Platformie łatkę jałowej opozycji, klubu publicystów politycznych, który nie chce brać odpowiedzialności za rządzenie i boi się wyborców. Przy okazji można zasugerować, że PO ma jakieś inne, podejrzane cele. Właśnie dlatego Jarosław Kaczyński odrzucił racjonalną ofertę Tuska, żeby najpierw zmienić ordynację wyborcza na większościową i połączyć przyśpieszone wybory parlamentarne z samorządowymi.
Wielki PiS
Bo starszy z braci bliźniaków ma inne priorytety. I nie jest to tylko zapewnienie dla rządu większości w sejmie. Głównym celem Jarosława Kaczyńskiego jest budowa wielkiej partii prawicowej, która na długie lata mogłaby zdominować polską politykę i zasadniczo zmienić charakter państwa polskiego. Dlatego PiS stara się, a robi to dosyć skutecznie, wyssać poparcie z LPR, PSL i Samoobrony. Ten plan został już prawie zrealizowany.
Jednak drugą o wiele trudniejszą przeszkodą jest silna pozycja Platformy. Z tego powodu lider PiS nie godzi się na zmianę ordynacji wyborczej. Nie chce, żeby PO w wypadku wygranej, mogła rządzić samodzielnie. Jarosław Kaczyński zamierza wepchnąć Donalda Tuska w ramiona Wojciecha Olejniczaka i Jerzego Szmajdzińskiego. Wydaje się, że PiS byłoby nawet gotowe oddać władzę właśnie takiej koalicji. Byłaby ona wygodnym celem do ataków ze strony PiS. Jednocześnie Tusk z Olejniczakiem byliby narażeni na nieprzychylność Pałacu Prezydenckiego.
Do sejm trafi za kilka dni wniosek o samorozwiązanie. Pewnie upadnie. Jednak dalszy rozwój wypadków będzie zależał od tego, co Jarosław Kaczyński uzna za bardziej korzystne w danym momencie dla realizacji jego zasadniczej idei: budowy wielkiego PiS. Jeśli powstanie koalicja rządowa z Samoobroną i PSL, to jako winny tej sytuacji zostanie wskazany Donald Tusk. Jeśli zaś zdecyduje się na przyśpieszone wybory, to rząd poda się do dymisji. Wtedy odpowiedzialność także spadnie na Tuska i Rokitę, którzy za towarzyszy będą mieli Andrzeja Leppera i Romana Giertycha.
Samo rządzenie dla rządzenia nie jest najważniejsze dla Jarosława Kaczyńskiego. W obecnej sytuacji wywołuje w nim wręcz pewien odruch obrzydzenia. Lidera PiS ma inne priorytety. Jest gotów nawet oddać władzę i poczekać kilka lat, żeby kiedyś zdobyć tyle władzy, ile chce.

Protest pielęgniarek. Wysoka średnia wieku i niskie płace

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie