Bison to ryzyko

Joanna Dargiewicz<br>Marzena Szwaczko
Chodzi o 51 proc. akcji należących od dziewięciu lat do Metalexportu. Długi tej spółki wobec warszawskiego urzędu skarbowego są tak ogromne, że kilka miesięcy temu fiskus zajął wszystkie jej udziały w białostockim ...

Chodzi o 51 proc. akcji należących od dziewięciu lat do Metalexportu. Długi tej spółki wobec warszawskiego urzędu skarbowego są tak ogromne, że kilka miesięcy temu fiskus zajął wszystkie jej udziały w białostockim zakładzie. Do piątku potencjalni inwestorzy mogli składać swoje oferty na zakup większościowego pakietu Uchwytów. Cena wywoławcza – ponad 4 mln 100 tys. zł. Zainteresowanie nie było duże. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że do urzędu do piątku nie wpłynęła żadna oferta. Mogą one jednak nadejść pocztą. Tę drogę wybrał m.in. Wojciech Strzałkowski.

Mam złe doświadczenia
– To, że złożyłem swoją ofertę niczego jeszcze nie przesądza – powiedział nam wczoraj Strzałkowski. – Na ostateczne podjęcie decyzji mam czas do środy – do tego dnia trzeba wpłacić wadium (10 proc. ceny wywoławczej – przyp. red.) – dodaje biznesmen.
Strzałkowski nie ukrywa jednak, że boi się inwestować w Bison- Bial.
– Mam złe doświadczenia – skarży się. – Włożyłem spore pieniądze w Jagiellonię, a w zamian za to ze strony niektórych polityków spotykają mnie tylko szykany. Boję się, że tak samo będzie z Bisonem. A przecież jego przejęcie to nie tylko sprawa biznesu, ale też ponad 900 miejsc pracy, a do tego blisko sto milionów długu. To politycy i urzędnicy – poprzez złą prywatyzację – doprowadzili ten zakład na skraj upadku. Teraz zaś żaden z nich nie chce pomóc. Właśnie to powstrzymuje mnie przed podjęciem ostatecznej decyzji.
Antoni Stolarski, prezes firmy Samasz i były pracownik Uchwytów uważa jednak, że przejęcie fabryki przez Strzałkowskiego jest dla niej ogromną szansą.
– Ten człowiek ma ogromne pieniądze i stać go na to, żeby przez kilkanaście lat nie zarabiać na Bisonie, a cały dochód inwestować w rozwój. W taki właśnie sposób postawił na nogi Biaform – mówi Stolarski.

Podzielona załoga
Jeszcze kilka tygodni temu w Bisonie głośno mówiło się o założeniu spółki pracowniczej.
– Nie chcemy już żadnego obcego kapitału. Wystarczy, że Metalexport się na nas dorobił i wpędził w długi – mówili wtedy pracownicy.
Pomysł spalił jednak na panewce. Załoga się podzieliła. Jedni bardzo chcieli tej spółki, bo widzieli w niej szansę na rozwój, inni byli zdecydowanie przeciwni.
– To nie gwarantowało nam żadnej autonomii. Ludzie, którzy chcieli zakładać tę spółkę są za bardzo spoufaleni z Metalexportem – mówi nam z przeciwników tego pomysłu.
– Ta grupa torpeduje każdą inicjatywę – ripostują zwolennicy spółki pracowniczej. – W takich warunkach nic nie da się doprowadzić do końca.
Jedni i drudzy twierdzą jednak, że lokalny inwestor może pomóc ich zakładowi.
– Nie mamy nic przeciwko Strzałkowskiemu, o ile mu zależy na ratowaniu Bisona. Ale jeśli będzie zmierzał do zamknięcia zakładu, tak my wyjedziemy na ulice, tak jak zrobiliśmy kilka lat temu – mówi jeden ze związkowców.

Kolno wolne od koronawirusa

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie