Dawid Szymański mimo zaledwie 27 lat, programuje już od czternastu. Jak mówi, nie chce robić nic innego Dawid Szymański mimo zaledwie 27 lat, programuje już od czternastu. Jak mówi, nie chce robić nic innego

Dawid Szymański, mimo zaledwie 27 lat, programuje już od czternastu. Jak mówi, nie chce robić nic innego (© archiwum prywatne rozmówcy)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

- Każdy człowiek i każda firma chce być w sieci, nawet jeśli jeszcze o tym nie wie. Ja kieruję się opiniami zamieszczanymi w internecie, nawet idąc do lekarza - mówi Dawid Szymański, programista, współzałożyciel i udziałowiec Brand24, firmy zajmującej się monitoringiem internetu, wycenianej na kilkadziesiąt milionów złotych i zatrudniającej ponad 40 osób.

Już pierwszy rzut oka na stronę brand24.pl wystarczy, by dojść do wniosku, że nie mamy do czynienia z pierwszym lepszym serwisem. Najlepszy startup roku 2012 według Aula Polska, najlepsza aplikacja roku 2013 w konkursie The Next Web, najlepsza aplikacja mobilna, najlepsze relacje z klientami - na paginie startowej aż roi się od laurów zdobytych przez Brand24, a także logotypów topowych firm, w tym H&M czy IKEA, które korzystały lub korzystają z wiedzy i umiejętności jej pracowników. 

Czym dokładnie się zajmujecie?
Dawid Szymański: Najprościej mówiąc, chodzimy po Internecie i zbieramy wszystkie wpisy publiczne: opinie, propozycje, cokolwiek klient chce - wyjaśnia Dawid Szymański. - Klient zgłaszający się do nas chce znać wszystkie wpisy zawierające dane słowo kluczowe, np. nazwę firmy, albo hasło używane przez niego w konkretnej kampanii reklamowej.

Czym to się różni od zwykłego działania wyszukiwarki?
Wskazanych haseł szukamy też  na Facebooku i Twitterze, odpowiednio je sortując i agregując w specjalny raport. Tego nie jest w stanie zrobić wyszukiwarka, bo nie ma dostępu do wpisów w większości mediów społecznościowych. Na podstawie takich raportów można podejmować działania marketingowe, albo je śledzić i weryfikować; niezależnie od tego, czy pracuje się dla światowej marki, czy zarządza niewielkim przedsiębiorstwem.

Jak powstała strona brand24.pl?
Jeszcze pięć lat temu była niewiele dalej niż na etapie surowego, mówiąc z perspektywy czasu, niezbyt udanego kodu. - Koledzy, z którymi do tej pory współpracowałem  zaproponowali mi 10 proc. udziałów w wymyślonym przez siebie serwisie w zamian za „postawienie strony”. Zgodziłem się i przez pół roku pisałem ją po godzinach.

Opłaciło się?
Niewiele wiedziałem wtedy o programowaniu niezbędnym do podjęcia takiego wyzwania, wizja poszczególnych elementów serwisu też nie była do końca klarowna. Ale gdy koledzy porzucili poprzedni projekt i mocniej mnie wsparli, wszystko ruszyło mocno do przodu. Ale kluczowe było „wejście” inwestora. - W zamian za połowę udziałów dał nam kilkaset tysięcy złotych na rozwój serwisu. Pamiętam do dzisiaj, jak w czwórkę wracaliśmy od notariusza i snuliśmy plany na przyszłość.

Większość z nich się sprawdziła? A może rzeczywistość przerosła oczekiwania?
Włożyliśmy w ten produkt  włożyli masę pracy, dzięki czemu okazał się on sukcesem, szybko się rozwinął, powstały nowe działy i zatrudniliśmy nowych pracowników.  Na ostatnim spotkaniu integracyjnym zdaliśmy sobie sprawę jak dużo jest z nami osób. W oddziałach w we Wrocławiu, Warszawie, Trójmieście czy Krakowie pracuje ponad 40 osób.

Masz 27 lat i udziały w firmie wartej miliony złotych. Jak to się zaczęło?
Myślę, że w Walentynki 14 lat temu - każdy kupował wtedy laurki i kartki, a ja kupiłem książkę o programowaniu. Od razu wiedziałem, że to jest coś, czym chcę się zajmować.

Więc programowania uczyłeś się sam?
Najpierw ze wspomnianej książki. Będąc w liceum z nudów wynajdowałem błędy w zabezpieczeniach stron. W przypadku jednej z nich, trochę w formie żartu, a trochę dla podbudowania się, do informacji o błędzie dodałem do automatyczny komunikat, który wysyłał się co sekundę i bardzo ciężko było go zablokować. W pewnym sensie ją zhakowałem.

Z jakim efektem?
O dziwo odezwał się do mnie wtedy jeden z właścicieli strony i poprosił o wyłączenie komunikatu oraz obiecywał poprawę jak ich zespół IT wróci z urlopu. Zainteresowany fajną postawą twórców dopiero wtedy sprawdziłem, do kogo należy ta strona. Okazało się, że to Ci sami ludzie, którzy tworzyli serwis, o którym czytałem kilka dobrych opinii. Delphi, w którym programowałem powoli umierało i wiedziałem, że trzeba nauczyć się czegoś nowego, więc zaproponowałem im, że będę za darmo pisał skrypty, ucząc się w ten sposób programowania w PHP. Po dwóch tygodniach zaproponowali mi stały etat.

Wtedy wiedziałeś, że już nie ma odwrotu od bycia programistą?
Nagle z kieszonkowych od mamy i małych zleceń mieć comiesięczny przypływ gotówki, stawać się powoli niezależną od nikogo osobą - to było niesamowite uczucie. Co ciekawe, programistą jest też mój  wujek, który bardzo dużo mnie nauczył i zaraził mnie tym „bakcylem”. Ale on z kolei przez długi czas uważał, że internet to chwilowa moda, która szybko się ludziom znudzi. Mój przykład pokazał, że jest dokładnie odwrotnie - parafrazując słowa Laski z kultowego filmu „Chłopaki nie płaczą”: trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: co chcesz w życiu robić. A potem zacznij to robić. Ja dodałbym jeszcze: najlepiej w internecie.

Dlaczego tak często słyszy się, że w Polsce brakuje dobrych programistów?
Przede wszystkim tym trzeba się uczyć samemu, a ludziom się często nie chce. Nie czują pasji tego programowania, ale idą w to, bo myślą, że zarobią duże pieniądze. Myślę, że robią sobie w ten sposób krzywdę. Do niedawna było też niewiele uczelni, które robiły  to dobrze. Ta, na którą ja trafiłem, na pewno do takich nie należała. Ogólnie wciąż szkoli się za mało programistów: trzeba mieć bardzo dobre wyniki, żeby dostać się na uczelnię, gdzie nie straci się czasu. Wszystkie inicjatywy, które pomagają ludziom poszerzyć swoją wiedzę w zakresie funkcjonowania w świecie online są na pewno godne polecenia.

Zobacz też: W świecie online co dwa lata jest rewolucja

Szkolenia dla studentów
W ramach programu edukacyjnego Internetowe Rewolucje Google udostępnia studentom internetowe kursy online. Wystarczy zarejestrować się na stronie:
g.co/InternetoweRewolucjeDlaStudenta

Na zakończenie warsztatów uczestnicy mają możliwość zdobycia certyfikatu sygnowanego przez Google i IAB Europe.

Zapraszamy na warsztaty Internetowych Rewolucji. Najbliższe spotkania odbędą się w listopadzie.

Więcej informacji o warsztatach oraz rejestracja dostępne pod adresem:  g.co/WydarzeniaInternetowychRewolucji




Czytaj także

    Komentarze (7)

    Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

    Zaloguj się / Zarejestruj się!

    Edward (gość)

    Żyć i pracować się nie chce przy takiej polityce i rozdawnictwie . Urodziłem się nie w porę a moje stracone pokolenie zostało zajeżdżone najpierw przez komunę potem przez pokolenie JPII, oraz "pampersy" a teraz zaorane przez dobrą zmianę

    grzywa (gość)

    Chlac wódę, siedzieć na zwolnieniu i olewac system, a sąsiedzi niech się skarżą na sexcesy, potem praca w szoferce

    placacy za nierobow (gość)

    co chce robic - nic, Juz sie narobilem przez 43 lat pracujac a teraz dzieki ryzemu jeszcze musze 2 dodatkowe lata zaiwaniac zamiast tak jak mlodsi o pare lat sasiedzi co byli w ub lazic po osiedlu narzekac spijac w lesie browce, dyskutowac o swiatowym kryzysie. Czy im zazdroszcze - Tak bo po 60 - ce kazdy rok liczy sie za 2 lata. Dzieki ryzy.